[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Lecz teraz po raz pierwszyprzynajmniej przez chwilę może o nim nie myśleć.Z zewnątrz dochodzigłuchy pomruk silnika, nasila się, przechodzi w wysoki, jednostajny,jękliwy dzwięk potem powietrze za oknem przecina czarny, policyjnyhelikopter i szerokie snopy reflektorów tworzą w ciężkim, nasyconymdeszczem powietrzu jak gdyby drugi krzyż; błyski czerwonych światełostrzegawczych mieszają się na szybie ze smugami deszczu, kiedyhelikopter przechyla się na bok, aby za chwilę przelecieć przy ścianiebudynku i wzbić się ukośnym lotem ponad dachy terkoczące echo,które przez chwilę jest bardziej intensywne, niż światło i powietrze za nią ipoza nią.Ona pali, myśli trzeba się przygotować; zanurzyć się wczerni, jeśli to konieczne.stać się czernią.W tym samym roku, w okolicy Bożego Narodzenia, Ulrike na własnąprośbę rezygnuje z dalszego kontaktu z dziećmi.Powód ich odwiedzinyją rozpraszają.Przeszkadzają w myśleniu.W KRAJU LEGALNOZCIW fotelu chirurg, dokonujący wiwisekcji.Herold obecnie szerokoznana osobistość z otwartym i wyrozumiałym uśmiechem odpierakrzyżowy ogień reporterskich pytań, zapewniając, że patrzy z nadzieją wprzyszłość, i w dowód szczerości wyznaje, że zamierza spędzić kilkatygodni na wsi na kąpieli i wędkowaniu.Jest oczywiste, że nie ma żadnegopowodu, by niepokoić społeczeństwo, które przekonano, że porządekzostał przywrócony z chwilą, gdy trzon raf u znalazł się za kratkami.Mimo to Herold jest niespokojny.Powód niepokoju daje się łatwoodczytać z planu, który przypiął szpilkami do starej mapy logistycznej zokresu pierwszych gorączkowych zmagań z terroryzmem.Obok miejscuderzenia, które wyznaczają bolesną linię skradzionych samochodów,zamachów bombowych, rozpracowanych mieszkań i central komandbojowych od Kilonii na północy do Fryburga na południu, jaśniejąrównym, białym blaskiem miejscowości, gdzie w oczekiwaniu na procesprzetrzymywani są członkowie raf u Baader w Schwalmstadt, Ensslinw Essen, Meins w Wittlich, M�ller w Hamburgu, Meinhof i Raspe wKolonii.Nie trzeba szczególnej spostrzegawczości, by dostrzec, jakmiędzy tymi miejscowościami zawiązuje się siatka łączności, ani domyślićsię, kto trzyma w ręku jej nici.Sądząc z agitacyjnej działalnościw prasie i pozostałych mediach, obrońcy panowie Croissant,Groenewald i Schily nieustannie kursują między zakładami karnymia redakcjami największych gazet.I mimo licznych doniesień na tematrodzaju rozpowszechnianych materiałów policja i prokuratura niewielemogą zdziałać.Potrzebna jest nowa ustawa o walce z terroryzmem, ależeby takowa powstała, konieczne są decyzje polityczne, a jak wiadomo,politycy to istoty strachliwe muszą się liczyć nie tylko z wymogamipaństwa prawa, ale również z koniecznością uspokojenia tak zwanejOpinii, a zdanie Opinii daje się łatwo streścić więzień na wolności toznienawidzony potwór, ten sam więzień za murami więzienia tomęczennik.Mimo to Herold i Siegfried Buback siedzą wraz z innymiprzedstawicielami Bundesanwaltschaft w Karlsruhe i szkicują projektewentualnej ustawy antyterrorystycznej.Słowo klucz (tak, jak poprzednio) działania ukierunkowane.Obecnie (znów tak, jak poprzednio) niechodzi o to, by wyeliminować przeciwnika (na co Opinia mogłabyzareagować niechętnie), lecz raczej, by wyizolować jego wojująceodgałęzienia i w ten sposób osłabić możliwość działania obrońców.propozycja zmiany istniejącego ustawodawstwa w zakresie walki zterroryzmem powinna w pierwszym rzędzie skupić się nanastępujących punktach tu kartka zostaje dyskretnie przesunięta postole na stronę polityków (a) podlegać karze będą nie tylko, jak dotąd, czyny terrorystyczne, leczrównież przynależność do zrzeszeń i związków, których zdeklarowanymcelem jest dopuszczanie się wymienionych czynów;(b) każdy obrońca podejrzany o wspieranie organizacji terrorystycznej,zachęcanie do wstąpienia w jej szeregi lub aktywne uczestnictwo woperacjach terrorystycznych zostanie automatycznie wyłączony zwszelkich postępowań; alternatywnie (w razie szczególnie obciążającychzarzutów) pozbawiony prawa wykonywania zawodu;(c) oskarżonego, również w przyszłości, bronić może wyłącznieadwokat.Herold i Buback są dumni zwłaszcza z ostatniego punktu.Skuteczniezapobiegnie on przekształceniu się przyszłych rozpraw w kolektywneprocesy i zminimalizuje ryzyko, że ich głównymprzedmiotem stanie się roztrząsanie przekonań politycznych oskarżonych(przestępstwa popełnione z pobudek ideologicznych muszą byćtraktowane na równi z innymi czynami o charakterze kryminalnym).Po zatwierdzeniu powyższych zmian przez Parlament Związkowy(porównaj paragrafy 129a i 138a w niemieckim kodeksie karnym) Heroldjako pierwszy czuwa nad tym, aby stosowano je ostrożnie.Rozbudowiesiatki raf u muszą, rzecz jasna, towarzyszyć pewne kroki ze strony BKA,jednak to właśnie dzięki niej sympatycy i obrońcy Baadera stają sięwidoczni.Przecięcie tych powiązań mijałoby się z celem, co więcej,szkodziłoby dalszej pracy prokuratury.BKA musi raczej zbudować własnąSieć, którą nałoży na siatkę raf u i za pomocą której będzie ją śledzić,funkcjonując jako element regularnej kontroli, tudzież instrumentinwigilacji i podsłuchu.Zbudowanie takiej kontrsiatkiwymaga czasu, a kiedy faza rozbudowy zostanie wreszcie zakończona,nastąpi okres dostrajania.Trzeba doprowadzić do tego, by obie siatki sięna siebie nałożyły i gdzieniegdzie naciągnięte, a gdzieniegdziepoluzowane we właściwym miejscu i czasie wysyłały właściwesygnały, co wymaga wyczucia większego, niż u najznakomitszego nawetstroiciela fortepianów.Po miesiącach dostrajania obie siatki są do siebie podłączone i Heroldmoże się pochylić, przyłożyć ucho i nasłuchiwać.Co słyszy?Z początku nic, w każdym razie bardzo niewiele.Odgłos wody,spuszczanej w toalecie, trzeszczące sprężyny łóżka, maszyna do pisania,stukocząca do póznej nocy.To wszystko; i jak to nocne odgłosy,przenikają się one wzajemnie i tylko z największym trudem dają sięrozróżnić.W Heroldzie narasta uczucie frustracji.Z początku,kiedy działacze raf u znajdowali się jeszcze na wolności, ich zachowaniai reakcje wydawały się w miarę przewidywalne i można im byłozapobiegać (wiele ataków dało się w dość oczywisty sposób wytłumaczyćwymuszoną reakcją obronną członkowie raf u czuli się przyparci domuru; odpowiadali kontruderzeniem).Teraz w grę wchodzi zbyt wielezmiennych.Mury więzienia utrudniają wgląd, i nikt nie jest w stanie z całąpewnością ocenić, jak zachowuje się więziony miesiącami człowiek,pozbawiony regularnego kontaktu z ludzmi innymi, niż personelwięzienny.Sytuacja komplikuje się tym bardziej, że to nie sami więzniowiepodejmują teraz rozmaite inicjatywy, lecz ich adwokaci
[ Pobierz całość w formacie PDF ]