X


[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Stąd wszędzie jest daleko, zakupy robimy rzadko.Mam kilka pomocnic, prawie same Aborygenki.Najlep�sza jest Leah, na niej zawsze mogę polegać.Ma czterolet�nią córeczkę, której ojciec, biały pracownik, zostawił Leah,gdy usłyszał o ciąży.Jake natychmiast dał mu wymówie�nie.Leah nie miała środków do życia, więc Jake ją za�trudnił.- Bardzo ładnie z jego strony.- Jest dobry jak jaki święty, czuje się za wszystkich od�powiedzialny.- Ile Leah ma lat?- Chyba dwadzieścia dwa, ale sama dobrze nie wie.Odebrano ją rodzicom, bo ją maltretowali.- Biedna dziewczyna.- Tak, ale bardzo dzielna.Niebawem ją poznasz.MałaKylee też przyjdzie.- Bardzo lubię dzieci.Boże Narodzenie bez nich jestsmutne, prawda? Jakie menu przygotowałaś na dziś?- Chcesz dokładnie wiedzieć?- Tak.- %7łeby mnie sprawdzić?- Coś mi się zdaje, że bardzo to lubisz.- Zgadłaś.RS Po rozmowie z gospodynią Angelika wyprowadziłaz garażu samochód.Mimo dość mglistych wskazówek Stacy bezbłędnie do�jechała do terenów sportowych.Długo nie mogła się zde�cydować, gdzie ustawić namioty.Z luznych uwag domyśliłasię.że Jake jest pierwszorzędnym graczem, silnym i bły�skotliwym, i będzie kapitanem jednej z drużyn ubiegają�cych się o puchar.Przed przyjazdem do Coori przejrzałabroszury o innych rozgrywkach o puchar Marsdon Poloi poczytała o grze, która jest ulubionym sportem hodowcówbydła.Zasady były skomplikowane i nie bardzo się w nichorientowała, ale z niecierpliwością wyglądała dnia, gdy zo�baczy Jake'a w koszuli z numerem, w białych spodniachi wysokich butach.Przestała się dziwić, że wiele kobiet pa�sjonuje się tym sportem.Po powrocie poszła do wielkiej sieni, aby zastanowićsię, jak ją udekorować.Czy przemalować sufit na kolor ko�baltu i na tym tle dać księżyc oraz gwiazdy? A może z oka�zji turnieju bardziej stosowne byłyby parasole unoszące sięwśród białych chmur? Kiedyś widziała podobne malowidłow klubie w Sydney.Ciekawe, czy Jake zaaprobuje któryśpomysł.Podczas wstępnej rozmowy telefonicznej obiecał,ze zostawi jej swobodę działania.Póznym popołudniem Angelika wyszła na werandę.Zafascynowana obserwowała błyskawice na mieniącym sięodcieniami złota i czerwieni niebie.Raz po raz purpurowe,zielone i żółte strzały przeszywały kłębiące się chmury.A jeszcze przed kwadransem po niebie sunęły wielobarwnesiada ptaków.Przelatywały jaskrawo upierzone papugi, pa�pużki faliste, kakadu różowe i białe.Ptaki uciekały przedRS burzą, która nie wiadomo czemu jeszcze się nie rozpętała.Przyroda jakby zamarła.Angelika była tak pochłonięta niezwykłym widokiem,że zauważyła Jake'a, dopiero gdy stanął przy niej.- Nic z tego nie będzie - rzekł, zsuwając kapelusz natył głowy.- Wystraszyłeś mnie.I nie tylko.Bardziej niepokoiło ją to, że rozbudził w niejpożądanie.Miała nadzieję, że nie wyczytał z jej twarzy nic,co mógłby opacznie zrozumieć.- Przepraszam panią.Czy mam zawrócić i podejść je�szcze raz?- Nie warto.Z trudem opanowała drżenie głosu.Jake tak ją pociągał,że zaczynała się bać, że się zdradzi.I nie była to wyłączniereakcja fizyczna.Jake położył opalone ręce na białej balustradzie, tuż obokdłoni Angeliki.Dziewczyna poczuła, że jej krew zamieniasię w gorącą lawę.- Mogę wiedzieć, co robiłaś?- Jezdziłam po okolicy.- Ucieszyła się, że mówi nor�malnym głosem.- Obejrzałam sobie to, co chciałam,i mniej więcej ustaliłam, gdzie staną namioty, a gdzie krzes�ła dla kibiców.Czy mogę poprosić o przysługę?- Jeśli ma to związek z twoim zadaniem.Patrzył na nią kpiącym wzrokiem, chociaż jego sercebłagało ją, by go pokochała.Angelika skromnie schyliła głowę.- Jakżebym śmiała prosić o coś innego? Pomyślałam, żewarto byłoby przemalować sufit w wielkiej sieni.Na przykładRS na granatowo.Chętnie umieściłabym tam malowidło sto�sowne do okazji.Znam kogoś, kto mógłby to zrobić.- Twój adorator?- Owszem.- Wobec tego nie zgadzam się.- On woli mężczyzn.Jake nie dał poznać po sobie, jak bardzo mu ulżyło.- I co byś tam namalowała?- Na przykład gwiazdy.Jake pomyślał, że od wieków opiewano miłość podgwiazdami i roześmiał się.- Ale potem przyszedł mi do głowy pomysł z paraso-lami - dodała Angelika.Z coraz większym zachwytem wpatrywała się w Jake'a."ego oczy były złociste, a włosy połyskiwały złotem na tleczarnego kapelusza.- Nie lepiej pomalować sufit na zielono? - podsunął.- Przecież gramy na trawie.- Aprobujesz mój pomysł? - spytała uszczęśliwiona.Wyglądała tak ślicznie, że miał ochotę ją pocałować.Nierył przyzwyczajony do tak czarujących kobiet.Z trudemnad sobą panował.- Muszę się zastanowić - odparł oschle.- Zupełnie mniezaskoczyłaś.- Wolisz, żeby wszystko zrobić pod kątem turnieju? Par�kiet do tańca mógłby wyglądać jak boisko.- I może tam mamy walczyć o puchar? - spytał z prze�kąsem.- Zdaje mi się, że poło pod dachem staje się coraz po�pularniejsze.RS - Nie u nas.My mamy dosyć przestrzeni i lubimy świe�że powietrze.- Zauważyłam.No, jedno już wiemy.A co z BożymNarodzeniem? Chciałabym, żeby choinka była bogato przy�strojona.I duża, do sufitu.Przejęta podniosła ręce do góry, a Jake jak zahipnotyzo�wany spojrzał na opięte bluzką piersi.Czy o to chodziło?Kobiety są przebiegłe.- Pod choinką umieścimy prezenty w kolorowych opa�kowaniach.Nie widziałam listy gości, ale chyba przyjadąjakieś dzieci?- Nawet sporo.Jest tylko jeden problem.Nie mamy tusosen ani świerków, zresztą żywe drzewo za mocno pachnie.Trzeba kupić sztuczną choinkę.- Zostaw to mnie.- Zostawię, przecież po to tu jesteś.Ogarnęło go niezwykłe pożądanie, więc prędko przypo�mniał sobie scenę w gabinecie Trevora.Niestety, ta strategiaobronna była coraz mniej skuteczna.Angelika zauważyła u niego zmianę nastroju.- Wyglądasz, jakbyś zamierzał zrzucić mnie z werandy.- Tak to odbierasz?- Albo chciał mnie pożreć.- Nie wątpię, że jesteś smakowitym kąskiem.Czy po�każesz mi, w co ubierzesz się na kolację?- Nie.Musisz cierpliwie czekać.- Popatrzyła mu prostow oczy.- Wiesz, bardzo mi się tutaj podoba.Pierwszy raz w życiu nie ufała sobie.Jake pociągał jąz magnetyczną siłą.Dotychczas jedynie czytała o takichmężczyznach.RS - Skwar jednak ci dokucza.Nie zdołał się opanować i odsunął jeden lok znad jejczoła.- Mam nadzieję, że się przyzwyczaję.U nas też są upa�ły, ale inne.- Wierzę.- Niechętnie cofnął rękę [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • ines.xlx.pl