X


[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Cezary jednak nic sobie nie robi z jej słów, bo właś�nie do niego dotarło, że słowa nie mają żadnej mocysprawczej, liczy się tylko czyn, a on taki przewidział,spektakularny, opus magnum go nazwał, już się zbli�ża, aby go zaprezentować, zapina rozporek.Słońce świeci mocno, jakby chciało ugotować po�lanę, zbyt mocno świeci jak na jesień, jak na dzień,w którym wszystko się zmieni, decydują chłopcyi zabierają resztkę w butelce i plastikowe kubki orazdziewczyny w zacienione miejsce, pod gęstość mło�dych dębów, przy których można dokonać oczyszcza�jącego rytuału.Dziewczyny zaróżowiły się już wystarczająco moc�no, aby przestać myśleć o tym, że są zaróżowione.Już zrobiły coś okropnego, co pozwoliło im się wy�straszyć własnej odwagi, już chętnie podnoszą ręce do góry i dają się przywiązać do drzewa, już rzemie�nie przyniesione w plecakach przez młodych wojow�ników oplatają ich szczupłe, dziewczęce nadgarstki,już ich włosy wplatają się w gałęzie wielkiego dębu,który przygląda się scenie uwodzenia młodości przezmłodość, przez bicepsy i tricepsy, które prężą się ko�gucio w dwóch pijanych szczupłych postaciach, wiją�cych się przy brzuchu drzewa, ocierających się o jegotwardy konar nieruchomego spojrzenia na okrzykizwycięskie, na zrenice rozszerzone w oczach żądnychwidoku uległości.Uległy nam, uległy, woła Cezary, popijając resztkiwina.Jego kolana wyginają się, ręce unoszą się w prze�strzeni wolnej, niczym nieograniczonej, niezawłasz-czonej, tylko drzewa patrzeć mogą, ale nie mogą nicuczynić, zabronić, powiedzieć, że tak się nie robi, żenie wolno więzić człowieka, że tak bawić się nie należy.Dwie istoty płci żeńskiej są teraz podwładnymi wodzai jego wasala, oni teraz mogą zrobić z nimi, co zechcą,ale najpierw muszą wiedzieć, czego od nich chcą, więcnaradzają się obaj, co teraz zrobią, jaki ciuch z nich ze�drą najpierw, jaki gest wykonają w ich stronę, bo tegonie było w scenariuszu, bo wcześniej, w poprzednichscenariuszach, był wieczór, a wieczór wyzwala inneemocje, inny strach rodzi się wieczorem, inaczej wi�dzi się to, co nazywa się wcześniej czymś strasznym,straszna jest sama noc, która należy do lęku od wie�ków.Teraz jest dzień, więc wrażenia są zbyt płytkie, nobo po co one tak się wiją, tak proszą, aby już skończyć tę zabawę, już je odwiązać od tego drzewa, bo im nie�wygodnie, a może być wygodniej, na polanie, na mchumoże nawet, pod drzewem, ale nie przy nim, już chcąpołożyć się, a nie tak stać przywiązane, już im się to niepodoba, już je ten las znudził, do kina by poszły.Cisza! Zarządza Cezary.Nie będzie żadnego kina,żadnego leżenia, teraz musicie błagać o litość.Sam sobie błagaj, pacanie jeden, Weronika nie za�mierza o nic błagać, bo wszystko, co do tej pory uda�ło jej się zdobyć, nie jest owocem błagań, ona potrafidostawać, czego chce, bo zasługuje na to, nawet jeślizrobiła coś strasznego, czego sama się teraz przestra�szyła, chce być odwiązana, bo to coś strasznego prze�staje działać i pojawia się jeszcze straszniejsze, świa�domość, że jest we władzy rzemieni, które pętają jejdłonie, które nie pozwalają jej decydować o sobie.Ty będziesz błagać, oznajmia Sylwii Cezary, a Mi�chał całuje Weronikę w usta.Nie chcę twoich pocałunków, bo mnie związałeś,krzyczy Weronika.Całuj mnie odwiązaną.Odwiążę ją,bo zgodziła się być uległa, mówi Michał, patrząc pyta�jąco na Cezarego.Twoja sprawa, ona jest twoja, rozkazująco mówi Ce�zary i podchodzi do Sylwii.A ona jest moja, patrzySylwii w oczy.W tym czasie Michał odwiązuje Wero�nikę, ale wciąż ją całuje, natarczywie, po całej twarzy,dziewczyna ze wstrętem zaciska usta, ale stoi nieru�choma, z rozwichrzonymi włosami, które wraz z oswo�bodzonymi rękoma odplątują się z gałęzi dębu. Gdy tylko Weronika zostaje oswobodzona przezMichała, zaczyna uciekać w głąb lasu.Aap ją, nie daj uciec suce! Cezary krzyczy do Micha�ła.No, zobacz, spieprza z lasu, złap i przywiąż z po�wrotem.Michał zaczyna biec, ale po pięciu susachrezygnuje.Nie chce mi się, szkoda na nią czasu, nie chcę tracićsił przed opus magnum, macha rękoma i podchodzido Cezarego i Sylwii.Nic do niej nie czuję, oświadczaMichał, a mamy przecież zadanie do wykonania.Taksię tylko chciałem zabawić.Twoja sprawa, ja tam swojej zdobyczy nie puszczam,Cezary zbliża twarz do Sylwii.Będzie naszą zakład�niczką.Cezary łapie Sylwię za włosy, delikatnie nimi po�rusza, a one rozplątują się z gałęzi, spadając jasnąrudością na Sylwii ramiona.Dziewczyna patrzy naniego nieruchomym wzrokiem, jakby chciała coś po�wiedzieć, ale strach paraliżuje jej język, zakleszcza gow ustach, do których Cezary tylko zbliża swoje usta,ale nie dotyka ich, oddycha blisko i szepce: Wszyscypotrzebujemy miłości, uhm - na twarzy pojawia musię uśmiech, który jest jedynie grymasem, bo nie kry�je się pod nim żaden rodzaj wesołości, który uspokoićmógłby młodą dziewczynę, pozwoliłby uwierzyć, żeten rodzaj zabawy zaraz się skończy.Czego chcesz? Wyrywa się z Sylwii.Bezwzględnego uwielbienia? Wyrywa się pytają�co z Cezarego, który właściwie nie wie, czy chce jej uwielbienia, czy raczej strachu, dzięki któremu bę�dzie robiła to, co on jej każe.Aby nie rozpoznała jego lekkiej niepewności, ude�rza ją w twarz i nakazuje: Tylko mi tu nie rycz [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • ines.xlx.pl