X


[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Gdzieś między kęsamiogórka kiszonego i wołowiny a kolejnymi dwoma piwamiuznałam, że jest najbardziej podobny do Johna, ale nieumiałam stwierdzić, czy to dobrze, czy zle.Wiedziałam tylko,że pierwszy raz w tym tygodniu moje rozbiegane myśli sięuspokoiły.- To jak? - spytał, gdy wysączyłam ostatnie krople z trze-ciego kufla.Nasze stołki stały tak blisko, że ocieraliśmy sięudami.Stykaliśmy się tak już od paru minut, kiedy oboje wtym samym momencie przysunęliśmy się do siebie.- Jeszczepo jednym?- Powinnam już iść spać.Jutro muszę rozdać kolejną porcjęautografów.- Wstałam.Czułam, że mam nogi jak z waty.- Tylko się nie przewróć.- Położył mi ręce na ramionach.Przez sweter czułam ciepło jego dłoni i rozumiałam, co mówiłojego spojrzenie.Być może on widział w moich oczach to samo.Wszystko nagle zwolniło, moje zmysły się wyostrzyły.Czułamzapach zwietrzałego piwa i kurzu.W radiu śpiewała ChristinaAguilera.Potem ogarnęło mnie nagłe d�j� vu.Impreza z okazjipodpisania umowy z wydawcą.Wtedy wszystko - nawet mojaskóra - pragnęło Aarona.Spojrzałam na lewą rękę Perry ego,żeby sprawdzić, czy na serdecznym palcu ma obrączkę.Niemiał jej, ale ja oczywiście miałam swoją.- Mogę cię odprowadzić do pokoju? - Pewnie.Co ja, do cholery, robię?- Idziemy?Odwróciłam się do wyjścia, ale po dwóch krokach poczułam,że kręci mi się w głowie.- Pójdę do łazienki przemyć twarz.Zaraz wracam.- Zaczekam.- Usiadł z powrotem na stołku.Po jego idealnejtwarzy przemknął uśmiech.Ruszyłam w kierunku toalet w głębi baru i popchnęłamdrzwi.W środku przez maleńki głośnik płynęła cicha muzyka zradia, wprawiając kafelki w delikatne drżenie.Odkręciłamkran, żeby umyć ręce, gdy Christina ciągnęła ostatnią nutę,która przeszła w łagodne dzwięki gitary.Piosenka oodlatujących ptakach.Od razu ją rozpoznałam.To do tej piosenki tańczyłam zJackiem w dniu naszego ślubu.To tę piosenkę mi śpiewał.Patrzyłam na swoje odbicie w lustrze i pozwalałam się ob-mywać słowom piosenki.Moja twarz wydawała mi się dziwna,jak słowo, które powtarza się wiele razy i w końcu traci siępewność, czy ono naprawdę istnieje.Boże, Boże, co się ze mną działo? Czy naprawdę nie po-trafiłam się oprzeć idiotycznej, dziecinnej słabości do pewnegotypu facetów? Powiedziałam sobie, że nie jestem taka.Niezdradzam.Nie podrywam facetów w barach.Ale z drugiejstrony nie wychodzę też za obcych mężczyzn.Niech to szlag!Czego ja chcę od życia? Czego chcę od Jacka? Odmałżeństwa? Od tej nocy?Uświadomiłam sobie, że płaczę, i otarłam łzy.Zwieżo umytedłonie pachniały mydłem, co przywiodło mi na myśl Jacka.Moje dłonie pachniały tak jak on.Przypominały jego zapach,przypominały mi o nim.Spojrzałam ponownie na swoje odbicie w lustrze, stawiającczoła prawdzie.Wiedziałam już, jaką myśl usiło- wałam zignorować, odepchnąć od siebie.Czego się bałam.Oczym starałam się zapomnieć przy Perrym, wcielając się wosobę, którą dawniej byłam.Kochałam Jacka.Ukradkiem minęłam Perryego, który pod moją nieobecnośćflirtował z barmanką (plan awaryjny?), i wróciłam do pokoju,żeby się nad sobą poważnie zastanowić.Po godzinie wciąż tkwiłam w tym samym miejscu: przy tym,że kocham Jacka i że cholernie mnie to przeraża.Zakochanie było łatwiej zrozumieć.To mi się zdarzało.Zbytwiele razy.W dodatku Jack pasował do mnie jak jeszcze niktdotąd.Ale skąd się brał ten lęk? Bałam się, że Jack mnie niekocha? Nie.Miałam cichą pewność, że kocha.Chociaż wtedymilczał, wiedziałam, że zbyt podobnie myślimy, by czućinaczej.Pewnie na lotnisku chciał mi powiedzieć, że też mniekocha, ale ja spanikowałam i nie pozwoliłam mu na to.Odtamtego czasu, gdy rozmawialiśmy, stale trzymałam go nadystans.Więc o co chodziło? Dlaczego byłam taka przerażona?Boże, chciałabym pogadać z Sarah.Ale co miałabym jejpowiedzieć? Właśnie zrozumiałam, że kocham swojego męża,i potwornie mnie to przeraża? Nie minęłoby pięć minut, aodkryłaby całą prawdę o Blythe & Company.Musiałam towprawdzie z kimś przegadać, ale nie miałam ochoty odkrywaćprzed nią, jak się poznaliśmy.Skoro już mowa o Blythe & Company, to w cenie dziesięciutysięcy dolarów powinny zostać uwzględnione telefonicznesesje z doktorem Szwickiem w nagłych wypadkach [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • ines.xlx.pl