X


[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Ona wróciła - powiedział, całkiem niepotrzebnie.- I chcecię widzieć.Teraz.Pozwolił, by Neill wciągnął go do góry przez tych kilkana�ście jardów, świadom ponaglającego zachowania.Ale kiedy jużdotarli na szczyt schodów, Tam zatrzymał się i najzwyczajniejosłupiał na widok oczekującej ich postaci.Była dzieckiem, jasnowłosą dziewczynką nieliczącą sobiewięcej niż trzynaście lat.Ta ledwie pączkująca postać nie się�gała mu wyżej niż do piersi.Ubrana była w zwyczajną niebie�ską sukienkę ozdobioną wzorkiem przedstawiającym szuwa�ry i ważki, poplamioną na kolanach od trawy.Jej porośniętewijącymi się włosami ciemię otaczała opaska z więdnącychfioletowych stokrotek.Przy świetle lampy Neilla jej skóra wy�dawała się przejrzysta, tak jak skóra synka Tama, który odzie�dziczył śliczną cerę Beatrice.Prawie uwierzył, że była jakimśniewiniątkiem schwytanym w pułapkę w samym środku tegokłębowiska magii, a nie jej ogniskiem, bo żadne dziecko niepanowało nad mocą tego rodzaju.Przypatrywała mu się spodjasnych rzęs i uśmiechała nieśmiało.A potem jej magia rozdarła mu umysł.393 Nie wiedział, że upadł na kolana, a potem na dłonie i kolana, alew takiej właśnie pozycji znalazł się, odzyskując przytomność, potym jak już go uwolniła z magicznych więzów.Bezradny, drżący,zwymiotował.W ciągu jednej, dwóch, trzech czy iluś tam jesz�cze ciągnących się w nieskończoność minut Emeya splądrowałajego umysł, kradnąc wiedzę o przeszłości Tama, jego wiedzę natemat Zwiątyni i znajomość magii, a nawet jeszcze coś, przedczym powstrzymali się nawet Wysocy Mistrzowie - ostatni darLukfera.Wydobyła z niego całe jego życie, wirujące w kłębo�wisku twarzy, miejsc, doświadczeń, emocji.Poznała jego jało�we chłopięce lata, zagmatwaną młodość, śmierć Artariana, latawędrówek, pomoc Dariena White Hand, spotkanie z Lukferem,ocalenie Fejelisa i karę, jaką za to poniósł, miłość do Beatrice,przyjazń z Fejelisem, narodziny dzieci, śmierć Isidore'a, śmierćLukfera i rzez w Zwiątyni, ocalenie Fejelisa, rozkazy WysokichMistrzów, życzenia Wysokich Mistrzów, jego własne nadzieje.Skradła mu całą wiedzę i wspomnienia.Poczuł na czole i z tyłu głowy delikatny ucisk dłoni Neilla,ledwo co wyczuwał dotyk magii mężczyzny, ale jego żołądekwreszcie przestał się skręcać.Cieniorodny mag złapał go podpachami i podciągnął wpierw na kolana, a potem na nogi.- Ostrzegałem cię - powiedział przez zaciśnięte zęby.Był wściekły, jak zdał sobie sprawę Tam, i to z jego powodu.Cieniorodny mag zarzucił ramię Tama na swoje barki i popro�wadził go wokół łuku szańca.Znalezli się na wewnętrznymmurze obronnym, a nad nimi widniał jeszcze jeden poziom; tostamtąd dochodziło go poczucie obecności latających Cienio-rodnych.Przed nimi wyłonił się kolejny mur ziemny, o mniejszymłuku zamkniętym przez draperię.Jednym pstryknięciem pal�ców Neill odrzucił kotarę na bok, by mogli przejść.Kiedy jużznalezli się w środku, kolejnym gestem zapalił kilkanaście roz�świetlonych prętów wciśniętych w ściany.Opuścił Tama na594 fotel.Krzesło, łóżko, stół - wszystkie wyrzezbiono ze szcze�gółami, jakich pozazdrościć mógłby każdy Ciemnorodny, choćdrewno było barwy głębokiego, wręcz różowego brązu i nawysoki połysk.Gdyby nie ich niepokojący brak przejrzystościi to, że rzucały gęsty cień, mogłyby ozdabiać sypialnię w domumistrza cechu.- Odmawiam spania na ziemi - powiedział Neill, zauważa�jąc jego zainteresowanie.W kącie, w rzezbionym koszu poruszyło się płowe futro.Mała samica żbika zasyczała na Tama z miejsca, gdzie leżałazwinięta w otoczeniu kociąt.- Gdzie jest twoja siostra? - zapytał ją Neill, a pasemko ma�gii zapętliło się wokół komnaty, wyciągając drugą kocicę spodłóżka.Przyzwyczajenie nabyte całe dziesięciolecia temu spra�wiło, że Tam oszacował zapłatę, jaką można było otrzymać zaich skóry.Neill położył się na podłodze przykrytej materacemobozowym na modłę Południowców, pozwalając kocicy, byrozłożyła mu się na kolanach.Jej boki był nabrzmiałe nienaro�dzonym jeszcze miotem.- Lepiej by było, gdybym posłał ciędo domu, co? - przemówił do niej mag.- Zbyt wiele stworówo wielkich zębach czai się dokoła.Zrobię to od razu, kiedytylko ona mi pozwoli.- Popatrzył na Tama; w tym świetle jegooczy przyjęły barwę głębokiego błękitu.- Nie przywitała emi�sariusza Zwiątyni z odpowiednią pompą.- Dlaczego? - zapytał Tam chrapliwie.- Ona? Ja? Ty? Zwiat? %7łycie?- Mogła zapytać.- Najprostsza odpowiedz brzmi: bo jest w stanie to uczynić.Teraz i ty, i twoja Zwiątynia wiecie, do czego jest zdolna.-Potrząsnął głową.- Powinieneś był pozwolić mnie się tym za�jąć.- Jesteś ode mnie potężniejszy, ale nie aż tak silny - powie�dział Tam bez ogródek.393 Kącik warg Neilla uniósł się.- A jak, jeśli mogę zapytać, zdołałeś przeżyć w Zwiątyni takdługo? - Napotkał zaskoczony wzrok Tama unoszącego brwi.-Sądziłeś, że nie studiowaliśmy obyczajów naszych przeciwni�ków?- Nie wyczuwaliśmy waszej magii.- Nie odpalaliśmy fajerwerków.Wiedzieliśmy, że Ciemno-rodni są w stanie wyczuć Cieniorodnych, nawet jeśli nie byli�śmy świadomi tego, że dotyczyło to również Zwiatłorodnychanormalności.Ograniczaliśmy się do drobnych aktów magicz�nych: do zmiany postaci, kiedy zaszła potrzeba.- Drobnych? -pomyślał Tam.- Do zauroczenia umysłu - Floria - i odrobinymagii talizmanicznej.- A.chrząknął Tam - co z amunicją, która zniszczyławieżę?- Pochodziła z fabryki za miastem.No już - zwrócił się dokocicy żbika, która chwyciła w zęby pieszczącą ją dłoń, nieraniąc przy tym jego skóry.- Już wystarczy.Podzwignęła się z jego kolan i z powrotem wcisnęła do swejkryjówki pod łóżkiem.- Kim jest Emeya? W jaki sposób stała się.taka, jaka jest?Skąd wzięła się jej moc?Na początku wydawało się, że błądzący wzrokiem za kocicąNeill nie usłyszał tego pytania.Ale potem spuścił z niej wzroki podniósł się, żeby usiąść na drugim krześle.- Co ci wiadomo o zródle Klątwy?- Została rzucona przez czarodziejkę Imogene i jej zwolen�ników w akcie zemsty za śmierć jej córki w wojnie magów -odpowiedział natychmiast Tam [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • ines.xlx.pl