X


[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Dotychczas nie zwracałem specjalnej uwagi nanaszych ludzi, lecz ta nagle pojawiająca się w okularze ponura, ciemna twarz, przeciętaczarnym krzyżykiem lunety, zwróciła moją uwagę i zaniepokoiła mnie.Nastawiłem szkła naostrość i obserwowałem ciemne, nieprzeniknione oblicze, które teraz wystąpiło z całą wyrazi-stością.Był to młody człowiek imieniem Jango o dziwnie ponurym i zaciętym wyrazie twa-rzy.Nie wiedząc, że go obserwuję, stał nieruchomo, czekając na wskazanie ręką kierunku, wktórym ma ustawić tyczkę. Gdzie ja tę twarz widziałem  pomyślałem usiłując sobie przypomnieć to niezwykłeoblicze.Nagle uświadomiłem sobie, że to w chwili wyruszenia z Marcellino Ramos, pochwy-ciłem spojrzenie tego caboclo utkwione w Sinoce.Spojrzenie węża hipnotyzującego ptaka.Jango patrzał na nią wzrokiem drapieżcy czyhającego na ofiarę, wzrokiem pełnym zmysłowe-go głodu i niepohamowanej żądzy.Teraz twarz jego nieruchoma i jakby senna wyrażała tylkoobojętność i lenistwo.Ożywił się dopiero, gdy mu ukazałem ręką kierunek.Po chwili ruszyli-śmy dalej.Wieczorem o zmierzchu witały nas wesołe okrzyki kucharza i śmiechy Sinoki szykują-cej chimarr�o.W porównaniu z poprzednią, praca obecna nie była ciężka ani przykra.Puszcza nie takgrozna, pozbawiona owego kłującego poszycia jakie cechuje dżungle równikowe  pozwala-ła na swobodniejsze poruszanie się, toteż korzystając z tego urządzaliśmy polowania na różnązwierzynę i ptactwo, których była duża obfitość.Myszkujący po puszczy caboclos natrafialinieraz na pszczoły, którym podbierali miód aromatyczny i o specyficznym smaku.Pewnego dnia Jango i Leonardo myszkując po puszczy natrafili na legowisko jaguarów,w którym było dwoje małych.Nie namyślając się długo, jeden z nich zdjął koszulę, zawiązałrękawy i w tak zaimprowizowany worek wsadził małe, po czym obaj popędzili do obozu.Szczęściem dla nich, rodzice małych byli gdzieś na łowach i nie zdążyli dopędzić rabusiów,którzy szczęśliwie dobrnęli do obozu budząc zrozumiałą sensację.Stary Bazilio ujrzawszymałe jaguary złapał się za głowę. Ach wy durnie!  wykrzyknął  Wiecie coście zrobili? Teraz nikt nie będzie mógł się oddalić na krok od acampamento i bezkarnie łazić po lesie.Daj Boże, żeby się na tymskończyło.Jeszcze dziś w nocy stare złożą nam wizytę.Można zrobić na nie zasadzkę pod-rzucając małe, ale w nocy to się nie uda.Obejrzawszy małe, które wcale nie miauczały, lecz wydawały grozne pomruki jeżąc sięi łypiąc ciemnymi, błyszczącymi oczami, stwierdził, że są to dzieci czarnego jaguara. On�a negra  oświadczył podnosząc małego za kark. N�o � brinquedo  nieżarty, ja tam dzisiaj w szałasie spać nie będę, a ogień radzę zrobić porządny. Nie bój się compadre  uspokajał go Jango  pintada nie taka znów straszna, aprzy pomocy tych małych możemy upolować dużą.To mówiąc wziął na ręce szamocące się małe i zaniósł je Sinoce. Masz, to dla ciebie Sinoka.Dziewczyna wzięła je na ręce i chciała przytulić do piersi, lecz koty zaczęły się gwałto-wnie bronić wysuwając drapieżne łapki i warcząc jak rozzłoszczone psiaki. Aj, jak drapią  krzyknęła  jeden próbuje mnie nawet ugryzć.Jaguarzątka jak wielkie złoto-czarne kule, krągłe i puszyste, pociesznie niemrawe,usiłowały uciekać, lecz tylko kręciły się w kółko mrucząc i potykając się.Spojrzałem na Janga, gdy wręczał kociaki Sinoce.Drżał cały z podniecenia, a wyrazjego oczu miał w sobie coś z jaguara.W czarnych oczach płonął ogień namiętności, a białezęby lśniły w rozchylonych wargach jak u drapieżcy.Sinoka również wyczuła to dziwnepodrażnienie Janga i cofnęła się zarumieniona.W tej chwili z głębi pikady wynurzyła siędruga grupa wracających z pomiaru robotników prowadzonych przez Tadeusza.Ujrzawszy małe jaguary, Tadeusz początkowo uradował się, gdy się jednak zastanowił,uznał, że sprawa nie jest zbyt bezpieczna i może dla nas przybrać zły obrót.Rzeczywiście,gdy tylko zapadł zmierzch i ludzie zasiedli przy ogniskach, rozległ się tętent pasących sięopodal mułów i koni, które wpadły na polanę z oznakami największego przerażenia.Trzypsy, leżące spokojnie z pyskami zwróconymi w stronę ognia, zerwały się nagle warcząc gro-znie i z podkulonymi ogonami kryły się pomiędzy ludzmi. Dorzućcie drew na ogień  zawołał Tadeusz, rozglądając się wokoło.Po chwiliczerwone języki ognia wystrzeliły wysoko oświetlając złowrogą ścianę dżungli. Macie wasze żarty  zawołał Bazilio kucając przy ognisku.W tej chwili rozległ się grozny pomruk, który zamienił się w głuche warczenie, gdzieśdalej odpowiedział mu krótki, urywany ryk, od którego ciarki przeszły mi po skórze [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • ines.xlx.pl
  • Drogi użytkowniku!

    W trosce o komfort korzystania z naszego serwisu chcemy dostarczać Ci coraz lepsze usługi. By móc to robić prosimy, abyś wyraził zgodę na dopasowanie treści marketingowych do Twoich zachowań w serwisie. Zgoda ta pozwoli nam częściowo finansować rozwój świadczonych usług.

    Pamiętaj, że dbamy o Twoją prywatność. Nie zwiększamy zakresu naszych uprawnień bez Twojej zgody. Zadbamy również o bezpieczeństwo Twoich danych. Wyrażoną zgodę możesz cofnąć w każdej chwili.

     Tak, zgadzam się na nadanie mi "cookie" i korzystanie z danych przez Administratora Serwisu i jego partnerów w celu dopasowania treści do moich potrzeb. Przeczytałem(am) Politykę prywatności. Rozumiem ją i akceptuję.

     Tak, zgadzam się na przetwarzanie moich danych osobowych przez Administratora Serwisu i jego partnerów w celu personalizowania wyświetlanych mi reklam i dostosowania do mnie prezentowanych treści marketingowych. Przeczytałem(am) Politykę prywatności. Rozumiem ją i akceptuję.

    Wyrażenie powyższych zgód jest dobrowolne i możesz je w dowolnym momencie wycofać poprzez opcję: "Twoje zgody", dostępnej w prawym, dolnym rogu strony lub poprzez usunięcie "cookies" w swojej przeglądarce dla powyżej strony, z tym, że wycofanie zgody nie będzie miało wpływu na zgodność z prawem przetwarzania na podstawie zgody, przed jej wycofaniem.