X


[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.To, że taki myśliciel jakLeibnitz mógł głosić, że wprawdzi e świ at ni e jest dobry,ale jest najlepszy z możliwych, pozostaje dla mni e niezrozu�miałe.Aczkol wiek zaj mował mni e probl em zła na świecie, to jed�nak ni e zatracałem się nigdy w filozofowaniu na ten te�mat, uważałem, że każdemu z nas jest dane coś z ogromunieszczęść złagodzić.Stopni owo nabrałem przekonania, żejedyne, co możemy zrozumieć z tego problemu, jest to, żewłaści wą naszą drogą jest droga wybawi eni a od cierpień.Także w oceni e sytuacji, w jakiej znajduje się obecnieludzkość, j estem pesymistą.Ni e usiłuję sobie wmawi ać, żejest z nią mniej zle, niż się wydaje.Jestem świ adom tego,że znal ezl i śmy się na drodze, która, jeśli nią dalej pójdzie�my, zaprowadzi nas w nowy rodzaj średniowiecza.Duchowąi materialną nędzę, której poddała się ludzkość przez re�zygnacj ę z i deałów pochodzących z myśli, widzę w całymjej ogromie.Jednakże jestem również optymistą.Jako nie-utracalną dziecięcą wi arę zachowałem wi arę w prawdę.Je�stem pełen ufności, że wywodzący się z prawdy duch jestwiększą siłą niż potęga czynni ków zewnętrznych.Moi m zda�ni em ni e ma i nnego losu dla ludzkości, jak tyl ko ten, jakisobie sama przez swoją postawę zgotuje.Dl atego ni e wi e�rzę, że ludzkość musi iść drogą upadku aż do końca.Jeśli znajdą się ludzie, którzy przeci wstawi ą się duchowibezmyślności, a ich osobowość będzie na tyl e szczera i głę�boka, żeby emanować i deały etycznego postępu jako siłę,powstani e działanie ducha, które będzie zdolne do wykształ�cenia w ludziach nowego usposobienia.Poni eważ zawi erzyłem sile prawdy i ducha, wi erzę w przy�szłość ludzkości.Etyczna afirmacja świ ata i życia zawi eraw sobie nieutracalnie optymi styczne pragnienia i nadzieję.172 Dl atego ni e lęka się widzieć smutną rzeczywistość taką, ja�ka jest.W mojej własnej egzystencji było mi sądzone znieść ni e�ki edy tyl e trosk, ni edostatków i smutków, że gdybym mi ałsłabsze nerwy, mógłbym się załamać.Z trudem znoszę cię�żar zmęczeni a i odpowiedzialności, która od lat stale namni e spoczywa.Ni ewi el e mam z życia dla siebi e samego,ni e mam nawet tych godzin, które chci ałbym poświ ęci ć żo�ni e i dziecku.Jednak i dobro przypadło mi w udziale; mogę się oddaćsłużbi e miłosierdzia, moja działalność przynosi rezultaty,doświ adczam wi el e mi łości i dobroci od ludzi, mam wi er�nych pomocników, którzy mój czyn przyjmują jako własny,cieszę się dobrym zdrowiem, które pozwal a mi na najbar�dziej wytężoną pracę, posiadam utrzymujące się w stałejrównowadze usposobienie i, ze spokojem i rozwagą działa�jącą, energię, a wszystko, co mni e jako szczęście spotyka,także za szczęście uznaję i przyjmuję jako dar, za którywi ni en j estem złożyć dziękczynną ofiarę.Głęboko wzrusza mni e fakt, że mogę działać jako człowiekwol ny w czasach, ki edy l osem tak wi el u jest przytłaczają�ca ni ewol a; jak też to, że wykonuj ąc materi al ną pracę jed�nocześni e mogę oddzi aływać na dziedzinę duchową.To, żestosunki w moi m życi u ułożyły się pod wi el oma wzgl ędamitak korzystnie dla mojej twórczości, przyjmuję jako coś,czego chciałbym się okazać godzien.Il e jeszcze zdołam wykonać z tej pracy, której się pod�jąłem?Moj e włosy zaczynają siwieć, ciało zaczyna odczuwać wi eki trudy, których od niego wymagałem.Z wdzięcznością ogl ądam się na czas, ki edy ni e licząc sięz siłami, bez wytchni eni a mogłem podej mować trudy fizycz�ne i umysłowe.Ze spokojem i pokorą spoglądam na to, conadchodzi, żeby rezygnacja, jeśli ma być mi sądzona, ni ezastała mni e ni e przygotowanego.I w działaniu, i w cier�pieniu wi nni śmy przecież demonstrować siłę, jaką posiada�ją ludzie, którzy osiągnęli spokój, wyższy nad wszelki roz�sądek.Lambarene, 7 marca 1931 LISTY 2 LAMBARENE (1924 1927)P�yNA JESIEC I BO%7łE NARODZENIE 1924Od czasu gdy wysłałem przyjaciołom pi erwszy zeszyt Wiadomości z Lambarene", wi el ki m wydarzeni em stał sięfakt, że mam przy sobie drugiego lekarza jako pomocnika.Szybciej, niż odważyłem się o tym zamarzyć, ziścił się sen.Od 19 pazdziernika pracuje ze mną alzacki rodak, WiktorNessmann.Jest synem alzackiego proboszcza, który swegoczasu był moi m towarzyszem studi ów w Strasburgu.Pomoc przyszła w samą porę.Już ani dnia dłużej ni emógłbym udzwignąć tego podwój nego ciężaru, to znaczy pra�cy budowni czego i lekarza.Cierpiałem, poni eważ wi el u ba�dań chorych, które powi nny być pogłębione, nigdy ni e mo�głem przeprowadzić, ni e starczało na to ani czasu, ani sił,nawet przy naj większym natężeniu energii.A ileż przeży�łem niepokoju, gdy w natychmi astowych kuracjach, jakichwymagaj ą niebezpieczne choroby tropikalne, nie nadążałemz pomocą chorym w sposób, jakiego by potrzebowali! Jakżeczęsto powi ni en być użyty mi kroskop czy probówka, którychnie zastosowałem! W chirurgii także podej mowałem tyl kozabiegi najkonieczniejsze.Tak więc sygnał parowca, który miał przywiezć rodaka,oznaczał wybawi eni e z udręki, jaką była ta, wbrew woli,przesadnie spłycona medycyna.Zaraz znal azły się czółnaz załogą [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • ines.xlx.pl